Jesteśmy w domu!

Lot do Kijowa liniami AeroSvit (UKR) okazał się nie lada przyjemnością – wygodne fotele, kawa, herbata, soczki i przekąska. Nawet oliwki były!
Później już tylko nocny pociąg z Kijowa do Lwowa, standardowe przejście granicy w Medyce (zajęło nam 20 min – hit). Następnie TLK Wielkopolanin i o 23.07 byliśmy w Poznaniu.
Jeszcze raz dziękuje Michałowi Napierale za skrzętne przepisywanie naszych sms i czuwanie nad stroną. Jak zwykle na zdjęcia i relację będzie trzeba trochę poczekać!

Dziękujemy za uwagę!:))

Tbilisi

Wracajac do Tbilisi zajechalismy po drodze do Sighnagi – miasto cale pieknie odnowione na styl europejski, znajdujace sie na szczycie gory, z pieknym widokiem na Kaukaz  Wysoki.

Wieczorem spotkalismy sie z Givim. Michal poznal go 2 lata temu, gdy krazyli z chlopakami po ulicach Tbilisi w poszukiwaniu noclegu. Givi pracuje w departamencie spraw zagranicznych, wiec dowiedzielismy sie z pierwszej reki o obecnej sytuacji w Gruzji. W restauracji zjedlismy tradycyjne danie gruzinskie – chinkali i wypilismy wino z licznymi toastami.

Dzisiejszy dzien spedzilismy chodzac uliczkami Tbilisi. Nowa czesc (glownie Rustaveli) zachwyca pieknymi fasadami, mnostwem zieleni i malych knajp. Stare Tbilisi to waskie uliczki, pieknie zdobione (choc zaniedbane) balkony, czesto drewniane, z oplatajacymi winoroslami. Zaskoczylo i zachwycilo nas to miasto. Patrzac na nie z okalajacych wzgorz widac bylo jak duzo zieleni jest w samym centrum.

Jutro o 17.50 startujemy samolotem z Tbilisi do Kijowa, potem pociagiem do Lwowa, marszrutka na granice i “Przemyslaninem” do Poznania.

Reszta opowiesci i zdjec bedzie czekac juz w Polsce.

Do zobaczenia:)

Droga powrotna do Gruzji

Po odwiedzeniu stolicy Armenii, jeszcze kilku ciekawych monastyrow wrocilismy do Gruzji. Po drodze, wracajac autostopem jechalismy w 5 osob w kabinie Kamaza. Kierowca zaprosil nas do siebie na kuszenie i picie – nie moglismy odmowic:) uraczyli nas arbuzem, ormianska jajecznica, pyszna (tak mowia Panowie) wodka ze sliwek (dostalismy troche do butelki po fancie). Do granicy dotarlismy bardzo poznym wieczorem wiec zaraz po przejciu na gruzinska strone (pogranicznicy mieli bardzo dobre humory:)) rozbilismy sie w srodku niczego.

Naszym celem bylo Tbilisi, ktore poprzednio tylko przejechalismy. Jednak po drodze, korzystajac z pogody i duzej ilosci czasu zajechalismy do Alaverdi – najwiekszej katedry na Kaukazie. Chcielismy zobaczyc jak Gruzini spedzaja swieto Wniebowziecia NMP, ale niestety ale chyba trafilismy do nieodpowiedniego regionu, bo po swietowaniu nie bylo ani sladu.

W Alaverdi rozbilismy sie nad rzeka i oddawalismy sie blogiemu lenistwu. Pod wieczor Michal i Kuba wybrali sie na poszukiwanie arbuzow, ktore sa tu pyszne i bardzo tanie. Wrocili  nie z jednym, ale z trzema arbuzami i to jeszcze zdobytymi z niemalymi przygodami: zostali zaproszeni na gruzinska impreze z winem, pomidorami i serem. Grzecznie odmowili, a na odchodne dostali 3 arbuzy. Dwa arbuzy okolo 7kg na trzy osoby to bylo zdecydowanie za duzo:) A na sniadanie … znow byl arbuz… resztkami podzielilismy sie z krowami.

Radio Erewań nadaje!

Po słodkim lenistwie nad jez. Sewan jesteśmy w okolicach stolicy. Centrum miasta bardzo ładne, zielone i schludne, jednak na przedmieściach widać biedę. Widzieliśmy dzisiaj świętą górę Ararat i kolejne monastyry. Jutro jeszcze monastyr w Gerhard i wracamy do Gruzji. Znów nie uda nam się odwiedzić Swanetii, więc będzie po co wracać.

Pozdrowienia wielkie jak zjadane arbuzy!

Wypoczywamy

Po azerskich, górskich przygodach, postanowiliśmy odpocząć jak prawdziwi wczasowicze nad jeziorem Sewan w Armenii – piwo, sałatki, winogrona, zimne wino, ciepła woda….. Armenia bardzo nam się podoba. Jutro jedziemy zwiedzać pobliskie monastyry, później Erewań.

Pozdrawiamy!

Salam!

Misja zakończona połowicznym sukcesem – zdjęcie oddaliśmy sąsiadowi. Trekking wszerz Kaukazu skończył się przecieraniem starych pasterskich szlaków razem z grupą azerskich geologów. Szczęśliwie dotarliśmy do końca i wracamy do taniej Gruzji. Planujemy odwiedzić okolice jeziora Sewan w Armenii, jeśli nas nie wpuszczą (azerska wiza) jedziemy nad morze. Góry nas wymęczyły a przygód jak zawsze wiele……

Droga do Hinalungu

Granicę udało nam się przekroczyć prawie jak w strefie Schengen: strażnik graniczny przywitał nas słowami: “witam serdecznie” – płynną polszczyzną. Pierwszy autostop zakończył się noclegiem u rodziny azerskiej, szaszłykami i rozmowami z całą rodziną. Następnego dnia udaiśmy się w stronę Lazy, gdzie mieliśmy zacząć trekking do Hinalungu i na najwyższy szczyt – ale niestety żołnierze przygraniczni nie zgodzili się.  Po kolejnym spotkaniu z miejscowymi, którzy osłodzili nam żal pyszną herbatą, serem i sałatką, jedziemy dookoła Kaukazu z misją. Dostaliśmy zdjęcie sprzed 8 lat dla Elbasa z Hinalungu od Anhmeda z Lazy.

Pozdrawiamy!

W stronę Azerbejdżanu

Kuba dotarł późnym wieczorem do naszego hostelu. Wizy załatwiliśmy od ręki w ambasadzie w Tibilisi, chociaż wcześniej rozmawialiśmy z kilkoma ludźmi i mówili, że może być ciężko. W ten sam dzień pojechaliśmy do Kazbegi. Pogoda się poprawiła i w dwa dni weszliśmy na 4000 mnpm do stacji pod Kazbegiem, ale bez sprzętu nie ruszaliśmy dalej. Najprawdopodobniej dzisiaj (sobota, 15.08) przekroczymy granicę z Azerbejdżanem. Planujemy trekking na najwyższy szczyt i do wioski Hinalung przez góry. Dowiedzieliśmy się też, że wizy do Armenii są śmiesznie tanie (7 euro), więc jeśli starczy nam czasu to i tam nas pociągnie przygoda :)

Niespodzianka….

Dlugo oczekiwane zdjecia:

http://picasaweb.google.com/mdtravel.pl/Kaukaz2009Cz1

Tbilisi, Tbilisi…

Dzis dojechalismy do najpiekniejszego miasta Kaukazu – wlasnie czekamy na Kube, ktory za chwile dojedzie autobusem z Istambulu. Jestesmy w hostelu “Irina” – kultowe miejsce wszystkich backpackersow – miedzynarodowa atmosfera (Ala wlasnie pije wino z Koreanczykiem, a kolo nas spi Kanadyjczyk, ktory prowadzi hostel w Wilnie). Szykuje sie kolejna impreza.

Jutro zanosimy paszporty do ambasady azerskiej i jedziemy do Kazbegi. Wybiera sie tam polowa ludzi z hostelu. Niektorzy (Polacy oczywiscie) wchodza na Kazbek. My zadowolimy sie wejsciem do stacji meteo (3700 mnpm) choc moze pokusimy sie o wiecej…
Nastepne wiadomosci beda “smsowe”